11-26
znalazlam sie w miejscu do którego chcę wracać. nikt mnie nie głaszcze po głowie, nie interesuje się moją fizycznością, ale mimo to stara sie mnie poznać. ja też staram się poznać 11. podstawą jest wnętrze, a właściwie bałagan w nim. nie radzimy sobie z sytuacja w domu, pracy, nie jestesmy zadowoleni z siebie, widzimy swiat w szarych barwach, a siebie uznajemy za bezwartosciowe osoby. nasze zycie reguluja male tableteczki skrupulatnie brane co dzień. bez nich bylibysmy roztrojona galareta pelna emocji, fobii i niezrozumialych mysli. nie wychylamy sie z tlumu, dbamy o czystosc, dbamy o dzieci, gotujemy, funkcjonujemy. jest to mechaniczne zycie. wykonujemy kanon czynnosci nalezacych do utartego standardu zycia. nie zyjemy duchem. nasz duch, pozytywna energia, ambicja, zaangazowanie ulecialo gdzies. nie udzwignelismy porazek, słów, emocji. jestesmy jak emocjonalne gąbki których niestety nie da sie wydrzemnąć. nie udzwignelismy swojego zycia, zamknelismy sie w izolacji. caly ten proces trwa latami. zdrajca sa momenty wyżu. pojawia sie wzmozona aktywnosc, w miare dobry nastroj, kreatynosc, chec zmian. pęka to ja bańka samoistnie lub po ingerencji kogos z zewnatrz. zdrajca sa momenty nizu niekiedy tak skrajne ze prowadza do roznych prob. szaleniec, idiota, niezrównoważona osoba, postradał rozum.
zagubilam sie. mały odsetek siebie znalazlam wsrod 26. jestesmy tak rozni, ale tak bardzo siebie rozumiemy. potrafimy razem plakac, smiac sie, siedziec w ciszy i glosno mowic. wspieramy sie. nie oceniamy sie. dawno nie odczuwałam przywiazania a teraz potrafie go potwierdzic w 3 dniu istnienia 26.
boje sie. przepelnia mnie ogromny strach. czeka nas cholernie ciezka droga ktora konczy sie tak wieloma znakami zapytania. przeraza mnie mysl co bedzie dalej. jak sobie poradzimy bez siebie. czy 11 w ogole dotrwa do konca i czy kazdy w ostatecznosci odnajdzie spokoj i szczescie? ...
piątek, 16 stycznia 2015
sobota, 3 stycznia 2015
V.
dopiero co wypita kawa i 50 stron materiałów na jutrzejsze egzaminy. niby pikuś, ale głowa nie przyswaja nic. świadomość tego że pewna sfera jest nie do odzyskania, uczucie tęsknoty, wrażenie ogromnej rany w sercu... wmawianie sobie od dłuuugiego czasu, że to nie stanowiło już problemu było błędem. chociaż właściwie jesteśmy tego świadomi, lecz oszukujemy się. wolimy uciec przed samotnością niż podjąć walkę. wolimy dać komuś nadzieję niż sobie. jaki jest tego sens? nie świadomie krzywdzimy ludzi. a może świadomie po tym jak skrzywdzili nas?
ucztę doprawiła atmosfera. zmienna jak zwykle. miesiąc temu chwaliłam się że już po prawie roku czasu jest nareszcie okej, zadomowiłam się na nowo, a tu patrz te cholerne życie - koło. zdążyłam nawet zapomnieć o słowach 'z nią są najgorsze problemy' (o.), a tu bach - zarzut szantażu, wmawianie że postępuję źle i będę mieć kłopoty, zero wsparcia, rozmów i jeszcze pewna zbędna obeność (łr.). zasnęłam o 5:30 z opuchniętymi oczami zastanawiając się gdzie jest moje miejsce i co robie wiecznie źle próbując sama wyjść na prostą. na szczęście jutro otrzymam kolejną partię białych kapsułek...
ucztę doprawiła atmosfera. zmienna jak zwykle. miesiąc temu chwaliłam się że już po prawie roku czasu jest nareszcie okej, zadomowiłam się na nowo, a tu patrz te cholerne życie - koło. zdążyłam nawet zapomnieć o słowach 'z nią są najgorsze problemy' (o.), a tu bach - zarzut szantażu, wmawianie że postępuję źle i będę mieć kłopoty, zero wsparcia, rozmów i jeszcze pewna zbędna obeność (łr.). zasnęłam o 5:30 z opuchniętymi oczami zastanawiając się gdzie jest moje miejsce i co robie wiecznie źle próbując sama wyjść na prostą. na szczęście jutro otrzymam kolejną partię białych kapsułek...
piątek, 21 listopada 2014
IV.
To co przybyło wraz z listopadem zdecydowanie się nie spodziewałam. Wystarczyły dwa słowa, które podziałały na mnie w dość rażący sposób i aktywowały we mnie lawinę negatywnych emocji. Emocji, które są znacznie silniejsze niż te, które objawiały się 2 lata temu. Możliwe, że pierwsze symptomy pojawiały się już wcześniej, lecz w tym całym zgiełku zdarzeń przymykałam na to oczy, zamiast powiedzień sobie stop i spróbować zwalczyć to. Póki co największy symptom stresu odstawiłam na bok, jednakże siedzenie w domu mimo iż dostarcza mi w pewnym stopniu relaks to zarówno zakłóca spokój coraz to gorszym poczuciem samotności. Minął tydzień, a we mnie już rośnie drzewo wątpliwości. Problemy ze snem są najgorsze. Często zasypiam dopiero o 5 nad ranem, przez co mam dużo czasu na rozmyślenia, lawinę łez i negatywnych myśli. Oczekując na wizytę u specjalistów staram się sama sobie nieco pomóc poprzez aktywność fizyczną, lecz jak na razie nie widzę żadnego efektu. Motywując się nawzajem z K. może wypracujemy w sobie nieco systematyczności i może wówczas odczuję choć odrobinę satysfakcji.
Z większości portali internetowych zniknęłam. F zawiesiłam, z portali mm usunęłam konta. Od weekendu nie palę, dzięki czemu otrzymałam małą chrypkę. Staram się zaadaptować ponownie do nauki, lecz z mizernym skutkiem. Rozważam psa. Ba, wręcz o nim marzę, lecz niestety współdomowników w żaden sposób nie przekonam do tego.
Taki los.
Dziś na słuchawkach:
Subskrybuj:
Posty (Atom)